Magazyn Lighthouse: Jest co naśladować. Na szczęście.

05 listopada 2021

Autor Jakub Głaz

Magazyn Lighthouse: Jest co naśladować. Na szczęście.

Szczęśliwe osiedle lub dzielnica dla każdego może oznaczać coś innego. Nie jest to jednak luksus rodem z lifestylowych gazet. Badania dowodzą, że szczęście i zadowolenie z życia rosną do pewnego poziomu. Powyżej – niezależnie od przyrostu bogactwa lub prestiżu, licznik szczęścia ani drgnie. 

Jaki jest zatem sposób na szczęście? Optimum. Mieć tyle, ile trzeba i ile da się „ogarnąć” bez konieczności podtrzymywania luksusu dzięki wytężonej i często bezsensownej pracy lub kredytu. Podstawowy zestaw atutów mieszkania czy domu to zatem optymalne metraże mieszkań, elastyczność przestrzeni, bliskość usług, szkół i zieleni oraz dobre skomunikowanie z innymi częściami miasta bądź gminy. Liczy się też wpisanie w lokalny kontekst: przestrzenne i społeczne. 

Szczęście związane z zamieszkaniem wiąże się również ze zmianą: przenosząc się nawet do skromnego, ale wygodniejszego lub bezpieczniejszego lokum, odczuwamy poprawę jakości życia, zwłaszcza jeśli wcześniej żyliśmy w substandardzie. Takie jest zresztą pokoleniowe doświadczenie polskiego społeczeństwa po wojnie. Postępem było mieszkanie w bloku „z wygodami”, do których zaliczano wtedy nie tak oczywiste bieżącą wodę i centralne ogrzewanie. To, że dość szybko modernistyczne osiedla przestały być postrzegane jako awans, wynikało ze złej jakości wykonania i wyjątkowo skąpych, narzuconych odgórnie metraży.  

Prezentowany przez nas wybór wyróżniającej się zabudowy pokazuje przykłady o odmiennym charakterze. W określonych okolicznościach ekonomicznych, klimacie i ustroju szczęście oferują zupełnie inne sposoby budowania. Dla nas mogą stanowić inspirację, ale nie powinny być literalnie kopiowane bez zrozumienia istoty pomysłu, który był ich podstawą. 

1. Osiedle domów socjalnych Quinta Monroy

Iquique, Chile, 2004

Projekt: Elemental, Alejandro Aravena
fot. materiały Elemental

Pół na pół

Znane i rozpropagowane później w innych miastach Ameryki Łacińskiej rozwiązanie z pracowni projektowej Elemental prowadzonej przez Alejandro Aravenę – laureata architektonicznej nagrody Pritzkera w 2016 roku. Kreatywna odpowiedź na potrzeby najuboższych mieszkańców.

Chilijskie osiedle socjalne wyróżnił oryginalny koncept: połowa każdego domu była gotowa od razu. Drugą połowę jego najemcy uzupełniali w różnym czasie i stosownie do potrzeb. To tak zwane budownictwo przyrostowe.

Stosunkowo gęsta szeregowa i piętrowa zabudowa pozwoliła na niewielkim obszarze postawić domy dla niemal 100 rodzin. Wcześniej mieściły się tu favele. Bardzo ważne było jednak zatrzymanie mieszkańców w dotychczasowej lokalizacji. Zamiast, jak to jest często w zwyczaju, przenosić ich na tańsze peryferyjne grunty, zdecydowano, by nowe osiedle o wyższym standardzie powstało na tej samej działce. Mimo że – potencjalnie – można było ją wykorzystać pod zabudowę komercyjną. Wszystko po to, by nie doprowadzić do dalszej marginalizacji mieszkańców „wyrzuconych” za miasto, odciętych od lokalnych więzów i oferowanych w okolicy usług i udogodnień. Twórcy osiedla podkreślali również, że takie podejście docelowo podniesie wartość komunalnej inwestycji, w przeciwieństwie do źle lokowanych osiedli, które szybko ulegają dekapitalizacji.

Budżet na inwestycję był skromny, zatem mieszkańcy otrzymali niezbędne minimum: 36 m² mieszczące m.in. pion sanitarny i kuchnię. Pozostawienie miejsca na rozbudowę pod gotowym już dachem pozwoliło uniknąć chaotycznej zabudowy typowej dla slumsów. Spotkały się tu dwa aspekty: uporządkowana struktura i indywidualny żywioł. 

Wskazówka: budowanie może być procesem otwartym, kroczącym. Wprzęgnięcie go w pewne ramy pozwala uniknąć chaotycznego rozrostu. Rozbudowa o „część własną” może też dawać poczucie sprawczości, która przekłada się z kolei na zadowolenie i szczęście. W polskich warunkach podobne podejście może trafić na przyjazny grunt ze względu na skłonność rodaków do „partyzanckiej” indywidualizacji gotowych projektów i chęć odróżnienia się od sąsiada. Chilijskie rozwiązanie pokazuje też, że o budownictwie socjalnym lub komunalnym warto myśleć w kreatywny sposób.

2. Osiedle Wohnpark Alterlaa

Wiedeń, Austria, 1975-1985
Projekt: Harry Glück
fot. materiały prasowe

Bloki plus!

Ten przykład pokazuje, że komunalne osiedle wysokich bloków może być bardzo ciekawą i pożądaną propozycją. Pod warunkiem, że jest dobrze zaprojektowane i zrealizowane z konsekwencją. Na każde z 3200 mieszkań w Wohnpark Alterlaa jest wielu chętnych. Ludzie czekają na nie w kolejkach. 

Trzy wysokie 23- i 27-piętrowe bloki (każdy podzielony na dwie części) stanęły w południowym obszarze Wiednia w latach 1975-85. Niby podobne do powszechnie znanych nam rozwiązań, ale znacznie ciekawsze. Mieszkania na najniższych 11 kondygnacjach mają obszerne, zapewniające prywatność tarasy porośnięte drzewami i krzewami – każdy dobrze doświetlony i eksponowany. To możliwe dzięki stopniowemu zwężaniu się brył bloków ku górze. Mieszkania mają tu na ogół duże metraże. Komunikację zapewniają szybkobieżne windy. 

O sukcesie Wohnpark Alterlaa decyduje jednak nie tylko forma domów i jakość mieszkań. Atutem są tu otwarte baseny oraz sauny mieszczące się na dachach oraz bogaty program usług: od szkół i przedszkoli, przez boiska i urządzenia sportowe, kluby i place zabaw, po kościół oraz centrum handlowe z wewnętrznym dziedzińcem-rynkiem. Między blokami rozpościerają się obszerne tereny zielone bez ruchu kołowego. Dwupoziomowe parkingi znajdują się pod ziemią. Dodatkową atrakcją, która podnosi jakość życia na osiedlu, jest ozdobienie ścian foyer każdego z bloków obrazami współczesnych artystów. 

Osiedle jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta dzięki linii metra, która dotarła tu w 1996 roku. Prężnie działa lokalna społeczność, która dba o to, by kompleks był stale przyjazny dla mieszkańców.

Wskazówka: wiedeński przykład pokazuje, że dobrze przemyślany i zrealizowany w całości projekt mieszkaniowy może być sukcesem. Zdejmuje także odium z zabudowy komunalnej, która często postrzegana jest jako substandard. Uzmysławia także, że nawet dość sporych rozmiarów zabudowa blokowa może być przyjazna i użyteczna. Istnienie tego typu komunalnych osiedli w Polsce z pewnością podniosłoby poprzeczkę deweloperom zmuszonym do zaoferowania wyższej jakości.

3. Kompleks mieszkaniowy Habitat 67

Montreal, Kanada, 1967
Projekt: Moshe Safdie

fot. materiały prasowe

Atrakcyjne klocki

Jak połączyć miejski styl życia z atutami podmiejskiego domu? Do dziś dobrą odpowiedzią na to pytanie jest kompleks mieszkalny Habitat 67 w Montrealu. To ikoniczne rozwiązanie wciąż nie znalazło odpowiednio wielu naśladowców. 

Habitat 67 powstał na wystawę światową urządzoną w Montrealu w 1967 roku. Zaprojektowany przez Moshe Safdiegio, młodego wówczas architekta pochodzącego z Izraela. Całość, zbudowana na portowym nabrzeżu, zgodnie z intencją projektanta, może przywodzić na myśl ulokowane na zboczu archetypiczne śródziemnomorskie miasteczko. 

Kompleks składa się z 354 prefabrykowanych modułów zestawionych ze sobą w różnych konfiguracjach. Pierwotnie liczył 158 mieszkań o powierzchni od ok. 55 do 160 m2. Obecnie ich liczba zmalała o 12 – po połączeniu niektórych modułów w większe lokale. Część mieszkań zajmuje dwa lub nawet trzy poziomy. Do każdego przynależy obszerny ogrodowy taras. Transport na wyższe kondygnacje zapewnia sześć szybów wind, z których do poszczególnych mieszkań prowadzą półprywatne otwarte alejki czy też chodniki. Całość, mimo dużej skali, nie przytłacza dzięki różnorodnemu ukształtowaniu bryły i licznym prześwitom. 

Wskazówka: wzorem do naśladowania może być tutaj duża gęstość zabudowy połączona z jej zróżnicowaniem. Ważne jest też połączenie atutów domu z ogrodem i budynku wielorodzinnego (habitat sięga nawet 12 kondygnacji!). Na uwagę zasługuje także modułowość oparta o łatwe w montażu prefabrykaty, możliwość zmiany układów i wielkości mieszkań. Tego rodzaju modułowa zabudowa może być też projektem „kroczącym”, powiększanym lub też – w przypadku wyludniania się danej okolicy – pomniejszanym o kolejne moduły. 

4. Osiedle komunalne Grand Parc 

Bordeaux, Francja, 2019
Projekt: Lacaton & Vassal
fot. materiały prasowe

Cenna dostawka

Słynna ostatnio modernizacja bloków z lat 60. XX w. we francuskim Bordeaux to jeden z lepszych pomysłów na podniesienie jakości modernistycznych osiedli. Relatywnie tani i efektywny. Mieszkańcy 530 mieszkań w trzech blokach zyskali dodatkową przestrzeń mieszkalną, nie musieli się donikąd wyprowadzać, a bloki wyglądają znacznie lepiej niż przed modernizacją.

Pomysł na odnowę osiedla Grand Parc był tyle oryginalny, co prosty. Architekci Jean-Pierre Vassal i Anne Lacaton policzyli, że nie opłaca się burzyć starych bloków, by zastąpić je nowymi – w dodatku z mniejszymi lokalami. O wiele lepiej rozbudować istniejącą strukturę – za połowę wyjściowej kwoty. Przy okazji zyskało środowisko: inwestycja nie wymagała ton świeżego cementu i nie wytworzyła dużych ilości gruzu.

Do bardzo przeciętnych bloków dostawiono więc niezależną konstrukcję niemal czterometrowej szerokości. Dzięki temu każde mieszkanie zyskało ogród zimowy i dodatkową przestrzeń do życia, a także balkon. Przeszklona dobudówka wpuszcza też do wnętrza więcej światła, a przy okazji chroni je przed utratą ciepła zimą i przegrzewaniem latem. Całość, wybudowana niezależnie od konstrukcji bloku, została finalnie zakotwiona w jego ścianach. Najbardziej uciążliwe było powiększanie otworów okiennych i drzwiowych w dotychczasowej fasadzie, ale i tak mieszkańcy nie musieli wyprowadzać się ze swoich mieszkań na dłużej niż kilka dni. Dodatkowo, na dachach bloków powstały nowe mieszkania i przestrzenie wspólne dla wszystkich lokatorów.   

Wskazówka: doskonała inspiracja dla polskich wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych. Nasze osiedla, z reguły dobrze zachowane i zarządzane, dysponują sporym naddatkiem przestrzeni, który pozwala zrealizować modernizację w podobnym duchu. Już widać pierwsze jaskółki, choć na znacznie mniejszą skalę. W niektórych blokach powiększa się balkony lub dostawia nowe. Takie rozwiązania są powszechne za naszą zachodnią granicą – balkony dostawia się nie tylko do nowszych budynków, ale również – do kamienicznych oficyn bądź przedwojennych domów o niższym standardzie. Teraz czas na kolejny krok: powiększanie bloków o pokoje i zimowe ogrody.

Powyższy fragment pochodzi z magazynu Lighthouse. Całość przeczytasz w .PDF lub wydaniu papierowym dostępnym w Empiku.

Chcesz wiedzieć więcej o magazynie Lighthouse? Odwiedź naszą stronę!

Czytaj również:

Artykuł zaktualizowany: 05 listopada 2021

Udostępnij