Dom wakacyjny w nowej roli. Jak zmienia się rynek wakacyjnych nieruchomości w Polsce
Przez lata schemat był prosty. Dom wakacyjny – nazywany zresztą często „domkiem” – miał przede wszystkim spełniać podstawowe potrzeby. Jego forma czy reprezentowany przez niego standard były kwestiami pobocznymi. Górę brała funkcjonalność i ekonomiczny rachunek. Był on zatem zwykle niewielki i wykończony przypadkowymi materiałami oraz przedmiotami, które swą pierwszą młodość miały dawno za sobą. Miał służyć przez kilka tygodni w roku i nie wymagać zbyt wiele uwagi.
Jednak dziś zmieniające się potrzeby, modele zatrudnienia czy status majątkowy Polaków sprawiają, że taki sposób myślenia traci na aktualności.
Od domku do second home
Jeszcze niedawno za modelowy przykład letniskowego domu można było przyjąć kompaktowy drewniany domek stawiany na własną rękę, często przy ograniczonym budżecie. Miejsce zdecydowanie pozbawione większych ambicji architektonicznych, gdzie najważniejsza była maksymalizacja liczby miejsc noclegowych.
Pierwszą zmianą, jaka zaczęła zwiastować nadejście nowego, było pojawienie się deweloperów budujących większe skupiska lub osiedla takich domów. Zapracowani Polacy nie musieli już organizować sobie wakacyjnego adresu na własną rękę, a zamiast tego mogli kupić gotowy, choć nadal dość podstawowy, produkt w postaci domku letniskowego.
Coraz szybciej rośnie jednak grupa kupujących, dla których dom wypoczynkowy ma być przedłużeniem codziennego standardu, a nie jego uproszczoną wersją. Nie ma też służyć wyłącznie latem, a dawać całoroczną możliwość zamieszkiwania. Podczas pandemii COVID-19 rynek ukuł pojęcie „drugiego domu„. I od tego właśnie czasu zmiany w tym segmencie nieruchomości zaczęły postępować w widocznie przyspieszonym tempie.




zdjęcia: Emi Karpowicz
Wakacje, które trwają cały rok
Napędziło je kilka rzeczy naraz. Wspomniana pandemia była jedną z nich. Upowszechnienie pracy zdalnej i hybrydowej sprawiło, że pobyt poza miastem przestał się kończyć w niedzielę wieczorem. Kto może pracować z laptopem, ten może pracować znad jeziora, z podgórskiej wsi albo z nadmorskiego domu. A skoro pobyt trwa nie tydzień, lecz miesiąc, rosną oczekiwania wobec miejsca, w którym się go spędza.
Dla zamożniejszych kupujących konsekwencja jest prosta: drugi dom wakacyjny powinien działać tak samo dobrze jak ten pierwszy. Oferować tę samą jakość materiałów, przemyślaną funkcjonalność czy wysoki poziom komfortu termicznego zimą. Granica między „domem na co dzień” a „domem na wakacje” zaczyna się zacierać. I to jest prawdopodobnie najważniejsza zmiana, jaka zachodzi dziś w segmencie nieruchomości rekreacyjnych w Polsce.
Nie tylko lokalizacja
Podkarpacie, Mazury, Kaszuby, Bałtyk: kierunki, w które najczęściej spoglądają kupujący, nie zmieniły się drastycznie. Zmieniło się natomiast to, czego oczekują oni po dotarciu na miejsce.
Dziś w rozmowach o nieruchomościach rekreacyjnych pojawiają się pojęcia, które do niedawna kojarzyły się głównie z segmentem hotelowym: zarządzanie nieruchomością pod nieobecność właściciela, dedykowane strefy wypoczynku i rekreacji oraz usługi szyte na miarę. Kupujący nie chcą organizować sobie pobytu od zera. Zamiast tego chcą przyjechać, otworzyć drzwi i odpoczywać. Koszenie trawnika, odśnieżanie czy napełnianie lodówki przed przyjazdem woleliby zostawić komuś innemu.
To standard znany z rynków zachodnich, gdzie zamknięte społeczności rekreacyjne, tak zwane resort communities, funkcjonują od lat. W Portugalii, Hiszpanii czy Skandynawii kupno domu w zarządzanym kompleksie wakacyjnym to oczywista opcja dla klienta premium. W Polsce ten model dopiero się kształtuje. Cały wachlarz przestrzeni i usług dodatkowych oferować będzie m.in. powstająca na Mazurach Zachodnich enklawa Kownatki Lake House, którą przygotowuje deweloper Rohe. Całość ma funkcjonować jako zamknięta, zarządzana wspólnota z usługami concierge. Nieruchomości kupuje się tu z kompletnym zapleczem i zarządzaniem: od sprzątania po opiekę ogrodniczą i dostawą lokalnych produktów.




zdjęcia: Emi Karpowicz
Nowa jakość architektury
Świadomość i wrażliwość kupujących rośnie również na kwestie wyglądu czy wpisania się budynku w krajobraz, a także tego, z jakich materiałów powstał. Coraz częściej słychać pytania o projekt architektoniczny – czy jest autorski, czy powielony z katalogu?
Na Mazurach widać to szczególnie wyraźnie. Region, w którym zabudowa rekreacyjna przez lata powstawała chaotycznie i bez ambicji estetycznych, zaczyna przyciągać inwestycje o zupełnie innym charakterze. Na osiedlu Kownatki Lake House, zaprojektowanym przez gdańską pracownię Archmondo, architektura nawiązuje do tradycyjnych warmińskich i mazurskich chat, ale przetwarza ją na język współczesny, szczególnie w warstwie wykończenia. Znajdziemy tam opalane drewno modrzewiowe, blachę, beton architektoniczny, wielkoformatowe przeszklenia. Domy mają po 110 m², ale dzięki precyzyjnemu rozplanowaniu i podwójnej wysokości salonu sprawiają wrażenie znacznie większych.
— W takich uwarunkowaniach i w tak wyjątkowej okolicy, jaką jest jezioro Kownatki, architektoniczna powściągliwość jest dużo bardziej adekwatna niż ekspresja – mówi architekt Piotr Kowalczyk z Archmondo.
W górach analogiczne podejście widać w realizacjach, które odchodzą od modelu „góralskiej chaty” na rzecz prostych brył otwartych na panoramę. Nad Bałtykiem pojawiają się projekty, w których elewacja starzeje się razem z otoczeniem, nie walczy z pogodą. We wszystkich tych przypadkach wspólny mianownik jest ten sam: architektura ma się podporządkować miejscu.
Otoczenie równie ważne jak sam dom
Dla segmentu premium coraz ważniejsze staje się również to, co otacza dom. Kupujący pytają często o projekt zieleni, o to, czy zachowano istniejące drzewa, o jakość nawierzchni dróg i ścieżek, o oświetlenie.
Jeśli interesuje cię architektura w służbie zmysłów, zajrzyj do naszego raportu Szczęśliwy Dom: Emocje na kwadracie
Za koncepcję krajobrazu w osadzie Kownatki Lake House odpowiada studio topoScape. To pracownia nominowana do tegorocznej nagrody Miesa van der Rohe, czyli najważniejszej nagrody architektonicznej Unii Europejskiej. Zieleń zaprojektowano tam tak, by respektować lokalny ekosystem i maksymalnie ją wyeksponować, ponieważ inwestycja powstaje na zadrzewionym terenie. Istniejący drzewostan determinował układ domów, a nie odwrotnie.
Cały kompleks docelowo obejmie 36 hektarów terenu zamkniętego, z czego 14 hektarów to tereny wspólne i rekreacyjne, takie jak prywatna plaża, korty tenisowe, boiska do padla i siatkówki plażowej, siłownia zewnętrzna, restauracja czy strefa wellness.
Co to zmienia na rynku?
Pojawienie się inwestycji deweloperskich adresowanych wprost do klientów szukających drugiego domu o standardzie premium jest sygnałem dojrzewania rynku. Przez lata ten segment pozostawał w rękach klientów indywidualnych: kto chciał dom wakacyjny na poziomie, ten szukał działki, architekta, ekipy budowlanej – i godził się na proces trwający latami.
Inwestorzy, którzy potrafią dostarczyć gotowy produkt bez kompromisów jakościowych, wchodzą w niszę, która czekała na wypełnienie.


